2026-01-20

Jak przygotować ściany do malowania? Dlaczego to tak ważne?

Dobrze przygotowana ściana sprawia, że farba rozprowadza się równomiernie, lepiej kryje i dłużej wygląda świeżo. Jeśli pominiesz ten etap, nawet najlepsza farba szybko zacznie się łuszczyć, a wszystkie nierówności wyjdą na wierzch.

Dlaczego właściwe przygotowanie ścian jest kluczowe dla efektu malowania i trwałości powłoki?

Dobre przygotowanie ścian decyduje o tym, czy efekt malowania będzie cieszył przez lata, czy tylko przez kilka tygodni. Nawet najlepsza i najdroższa farba nie poradzi sobie z kruszącym się tynkiem, tłustymi plamami czy łuszczącą się starą powłoką. Podkład, do którego farba ma się „przyczepić”, działa jak fundament pod domem: jeśli jest słaby, cała reszta szybko zaczyna pękać, odłazić i tracić kolor.

Farba trzyma się podłoża mechanicznie, czyli dosłownie przyczepia się do nierówności i porów w ścianie. Jeśli powierzchnia jest zakurzona, pokryta nikotyną, tłuszczem z kuchni albo starym, kredowym malowaniem, przyczepność spada nawet o kilkadziesiąt procent. W praktyce oznacza to, że już po 2–3 miesiącach mogą pojawić się odparzenia, bąble albo całe płaty farby odchodzące przy lekkim stuknięciu. Dobrze oczyszczona i wzmocniona ściana pozwala farbie „wgryźć się” w podłoże i utrzymać się na nim kilka lat bez większych problemów.

Przygotowanie ścian ma też ogromny wpływ na to, jak pomieszczenie będzie wyglądało po malowaniu. Na nieprzygotowanej powierzchni nawet matowa farba nie ukryje rys, zagłębień i przetarć. Nierówne szpachlowanie, niezeszlifowane łączenia płyt g-k czy niewidoczne na pierwszy rzut oka „górki” zaczynają wychodzić po nałożeniu 1–2 warstw farby i przy dziennym świetle są widoczne z odległości już 2–3 metrów. Dobrze wygładzona, zmatowiona i odkurzona ściana sprawia, że powłoka wygląda równomiernie, kolory są spójne, a przejścia między ścianą a sufitem czy narożnikami są wyraźne i estetyczne.

Odpowiednio przygotowane podłoże pomaga też oszczędzać farbę i czas. Na słabo chłonącej, zatłuszczonej lub „kredowej” powierzchni pierwsza warstwa często wchłania się nierównomiernie, powstają smugi i prześwity i trzeba malować 3, a czasem nawet 4 razy, zamiast typowych 2 warstw. Jeśli ściana jest odtłuszczona, zagruntowana i wyrównana, farba rozprowadza się równomiernie i zużycie spada nawet o 20–30% na to samo pomieszczenie. W efekcie mniej czasu spędza się z wałkiem w ręce, a więcej na spokojnym użytkowaniu świeżo odnowionego wnętrza.

Od czego zacząć ocenę stanu ścian przed malowaniem i jakie problemy trzeba wykryć?

Ocena stanu ścian przed malowaniem przypomina szybki „przegląd techniczny” mieszkania: im dokładniej zostanie zrobiona, tym mniej niespodzianek pojawi się później. Klucz tkwi w tym, żeby nie patrzeć tylko na kolor, ale dosłownie „przeczytać” ścianę: dotykiem, wzrokiem, czasem nawet nosem.

Dobrym początkiem bywa ogólne obejście pomieszczenia przy dziennym świetle. Pomaga przesunąć meble na odległość około 1 metra od ścian i przyjrzeć się powierzchni pod różnym kątem. W oczy zwykle rzucają się ciemniejsze plamy, ślady po zalaniu, zacieki w narożnikach czy wykwity soli (białe, kruche osady). Już na tym etapie da się wyłapać miejsca zagrożone wilgocią, które bez odpowiedniej reakcji potrafią zniszczyć świeżą farbę w kilka miesięcy.

Drugi krok to „test dłoni i paznokcia”. Przeciągnięcie dłonią po ścianie pokazuje, czy powierzchnia się pyli albo kreduje (zostaje biały ślad na skórze). Delikatne zadrapanie paznokciem lub szpachelką pomaga sprawdzić przyczepność starej farby: jeśli zaczyna się łuszczyć całymi płatami, planowane malowanie bez usunięcia tych warstw skończy się odchodzącą powłoką. Pod palcami łatwo też wyczuć spękania – od drobnych włoskowatych pęknięć po głębsze rysy, które mogą świadczyć o pracy ściany lub źle wykonanym tynku.

Podczas oględzin przydaje się prosty szablon kontrolny – kilka punktów, o których lepiej nie zapomnieć:

  • ślady wilgoci i pleśni (ciemne plamy, charakterystyczny zapach stęchlizny, zacieki wokół okien i przy podłodze)
  • spękania i rysy (szczególnie nad nadprożami drzwi, przy oknach, w narożnikach i na łączeniach płyt g-k)
  • odparzenia i pęcherze (miejsce „puste” w dotyku, farba lub tynk odstaje od ściany, słychać głuchy dźwięk przy stuknięciu palcem)
  • luźne, kruszące się fragmenty tynku lub gładzi (obsypują się przy lekkim potarciu dłonią lub szpachelką)
  • tłuste plamy i zabrudzenia (okolice włączników, kuchenka, miejsca po plakatach i taśmach, ślady nikotyny)
  • nierówności i „fale” na ścianie (dobrze widoczne po oświetleniu ściany bocznym światłem, np. lampą ustawioną 0,5–1 m od powierzchni)

Taka lista pomaga zobaczyć ścianę nie jako jedną płaską powierzchnię, ale zbiór konkretnych problemów do rozwiązania. Im dokładniej zostaną wychwycone na początku, tym łatwiej dobrać później odpowiednie metody przygotowania i uniknąć rozczarowania po pomalowaniu.

Jak prawidłowo oczyścić ściany z kurzu, tłuszczu, starej farby i pleśni?

Dobrze oczyszczona ściana działa trochę jak odtłuszczona patelnia przed smażeniem: farba lepiej „łapie”, nie łuszczy się i trzyma się dłużej. Kurz, tłuszcz, resztki starej farby czy niewidoczna na pierwszy rzut oka pleśń mogą sprawić, że nawet najlepsza farba zacznie szybko odchodzić, a na powierzchni pojawią się plamy i pęcherze. Dlatego cały proces przygotowania najbezpieczniej zaczyna się od dokładnego sprzątania na mokro, a dopiero później przechodzi się do bardziej „inwazyjnych” działań.

Usuwanie kurzu z pozoru wydaje się banalne, ale to właśnie pominięcie tego kroku często mści się po kilku tygodniach. W pierwszej kolejności przydaje się dokładne odkurzanie ścian, najlepiej końcówką z miękkim włosiem, tak aby nie porysować tynku. Dopiero po odkurzeniu przydaje się przecieranie powierzchni dobrze wyciśniętą, lekko wilgotną gąbką lub ściereczką z mikrofibry, zaczynając od sufitu i schodząc w dół. W pomieszczeniach o większym zapyleniu, jak przy ruchliwej ulicy czy przy kominku, takie mycie często jest potrzebne dwa razy, z przerwą około 30 minut na wyschnięcie ściany.

Tłuste plamy i osady, szczególnie w kuchni, wymagają mocniejszego podejścia niż sama woda. Sprawdza się delikatny roztwór detergentu do naczyń albo specjalny odtłuszczacz do ścian, który po rozcieńczeniu nie niszczy podłoża. Powierzchnia powinna zostać przetarta na małym fragmencie testowym, aby sprawdzić, czy farba nie zaczyna się rozpuszczać lub łuszczyć, a dopiero potem można przejść do większych fragmentów. Po odtłuszczeniu ściany wypłukanie czystą wodą i dokładne wyschnięcie, zwykle przez minimum 2–3 godziny, pozwala uniknąć zacieków i późniejszych przebarwień pod nową warstwą farby.

Stara farba to osobny temat, który często decyduje o tym, jak długo wytrzyma nowe malowanie. Luźne, odparzone fragmenty najlepiej usuwa się mechanicznie: szpachelką, skrobakiem lub papierem ściernym o średniej ziarnistości. Jeśli farba łatwo odchodzi dużymi płatami, przydatne bywa namoczenie jej wodą z dodatkiem mydła malarskiego i odczekanie około 10–15 minut, aż warstwa zmięknie. Czasem okazuje się, że ściana jest pokryta wieloma warstwami starej farby; wtedy częściowe lub całkowite zeskrobanie i wyrównanie powierzchni staje się bardziej opłacalne niż szybkie „odświeżenie”, które i tak wkrótce zacznie pękać.

Najbardziej wymagającym przeciwnikiem przed malowaniem jest pleśń, bo tu chodzi już nie tylko o estetykę, ale też o zdrowie domowników. Plamy pleśni nie powinny być jedynie zamalowywane, bo po pewnym czasie i tak „przebiją” przez nową farbę. Zamiast tego usuwa się je mechanicznie i chemicznie, a pomóc w podjęciu decyzji, jaki wariant będzie najlepszy, może krótkie porównanie typowych działań:

  • Małe, świeże ogniska pleśni (np. w narożniku przy oknie) zwykle wystarczy spryskać preparatem grzybobójczym, odczekać tyle czasu, ile zaleca producent, a następnie zmyć i pozostawić do wyschnięcia przez minimum 24 godziny.
  • Rozległe plamy lub ciemne zacieki na większym fragmencie ściany często wymagają zdrapania wierzchnich warstw farby i cienkiej warstwy tynku, a dopiero potem zastosowania środka przeciwgrzybiczego i ponownego wyrównania podłoża.
  • W miejscach wielokrotnych nawrotów pleśni dobrze sprawdzają się farby i grunty o właściwościach biobójczych (czyli hamujących rozwój grzybów), ale dopiero po usunięciu przyczyny problemu, na przykład nadmiernej wilgoci lub mostka termicznego.

Przy pleśni szczególnie ważne jest wietrzenie pomieszczenia i zabezpieczenie dróg oddechowych, bo usuwanie nalotu powoduje unoszenie się spor w powietrzu. W praktyce bezpieczniej bywa poświęcić dodatkowe 1–2 dni na dokładne osuszenie i zabezpieczenie tych miejsc, niż później zmagać się z nawrotem problemu pod nową warstwą farby. Po zakończeniu wszystkich etapów czyszczenia ściana powinna być jednolicie sucha, czysta w dotyku i pozbawiona luźnych

Kiedy i jak wypełnić ubytki, wyrównać powierzchnię i wygładzić ściany?

Ubytki i nierówności najlepiej wypełniać wtedy, gdy ściana jest już czysta, sucha i wstępnie oceniona, ale jeszcze nie zagruntowana (chyba że producent gładzi wymaga gruntu podkładowego). Inaczej mówiąc: najpierw usunięcie brudu, luźnej farby i pleśni, a dopiero potem szpachlowanie. Dzięki temu masa szpachlowa ma szansę dobrze związać się z podłożem, nie odpada płatami po kilku miesiącach i nie „pije” nierówno farby.

Sam moment wypełniania ubytków zależy od ich głębokości. Drobne rysy włosowate można zaszpachlować jednorazowo cienką warstwą, najczęściej na 0,5–1 mm, a po wyschnięciu wygładzić papierem ściernym o gradacji około 180–220. Przy głębszych dziurach po kołkach czy popękanych narożnikach lepiej rozłożyć pracę na 2–3 podejścia: najpierw wypełnienie na około 2–3 mm, odczekanie kilku godzin (czas schnięcia podany bywa na opakowaniu), a dopiero potem kolejna warstwa. Unika to pęknięć i zapadania się masy po wyschnięciu.

Wyrównywanie powierzchni sens ma wtedy, gdy pod dłonią lub ławką malarską wyczuwalne są „schodki”, załamania, gładkie łatki po starych naprawach czy mocno odznaczające się łączenia płyt g-k. Często wystarcza miejscowa gładź szpachlowa (cienka masa do wygładzania) rozprowadzona szerską szpachelką na pasie szerokości 20–30 cm, tak aby zrobić łagodne przejście między starą a nową warstwą. Przy bardzo sfatygowanych ścianach lepiej sprawdza się tak zwana gładź całościowa, kładziona na całej płaszczyźnie, zwykle od 1 do 3 mm grubości, której później nie widać pod farbą nawet w mocnym świetle bocznym.

Gładzenie ścian to etap, na którym liczy się cierpliwość i kolejność. Najpierw wypełnienie ubytków i pęknięć, potem ewentualne szersze wyrównanie, a na końcu końcowe szlifowanie. Do wstępnego szlifowania po większych naprawach dobrze sprawdzają się papiery o gradacji około 120–150, a do finalnego wygładzenia – delikatniejsze, 220–240. Pył po szlifowaniu naturalnie osiada po 10–20 minutach, dlatego opłaca się odczekać tę chwilę i dopiero wtedy odkurzyć ściany szczotką lub odkurzaczem. Dzięki temu farba później nie „złapie” pyłu i nie powstaną grudki.

Czy gruntowanie ścian jest naprawdę konieczne i jak dobrać odpowiedni grunt?

Gruntowanie nie jest „magikiem”, który naprawi wszystko, ale w większości mieszkań okazuje się tak samo potrzebne jak porządne mycie ścian. Bez niego farba częściej się łuszczy, schodzi przy taśmie malarskiej albo tworzy plamy, bo podłoże chłonie ją nierówno. Grunt działa jak łącznik między ścianą a farbą: wzmacnia podłoże, zmniejsza chłonność i pomaga uzyskać równomierny kolor przy mniejszej liczbie warstw.

Najprościej można przyjąć, że grunt jest potrzebny zawsze, gdy ściana jest chłonna (np. świeży tynk gipsowy), pyląca (pył zostaje na dłoni po przetarciu) albo była wcześniej malowana farbą, która się kruszy i pyli przy dotyku. W takich sytuacjach grunt głęboko penetrujący wnika w głąb podłoża i je wzmacnia, co zmniejsza ryzyko odspajania się nowej farby po kilku miesiącach. Z kolei przy ścianach w dobrym stanie, już wielokrotnie malowanych farbą lateksową czy akrylową, często wystarcza delikatny podkład pod farbę (czasem nazywany gruntem malarskim), który ma głównie ujednolicić chłonność i poprawić przyczepność.

Przy wyborze konkretnego produktu pomaga krótki „wywiad” ze ścianą: z czego jest zrobiona, w jakim jest stanie i w jakim pomieszczeniu się znajduje. Inny grunt przydaje się w pokoju dziennym, a inny w łazience czy kuchni, gdzie dochodzi wysoka wilgotność i częste mycie ścian. Producenci zwykle podają na etykiecie, do jakiego typu podłoża i farby dany grunt jest przeznaczony, a także orientacyjne zużycie na metr kwadratowy, co pozwala lepiej zaplanować zakupy.

Poniżej zestawienie, które ułatwia dopasowanie rodzaju gruntu do typowej sytuacji na ścianie.

Stan / rodzaj podłoża Jaki grunt wybrać? Na co zwrócić uwagę?
Świeży tynk gipsowy lub cementowo-wapienny Grunt głęboko penetrujący Podłoże powinno być całkowicie suche (często min. 3–4 tygodnie od położenia tynku); unika się produktów tworzących grubą, szklistą powłokę.
Stare, pylące ściany po zmatowieniu Grunt wzmacniający / konsolidujący Dobrze sprawdza się aplikacja pędzlem, aby grunt „wmasować” w podłoże; przy bardzo słabym tynku czasem potrzebne są 2 cienkie warstwy.
Gładkie, wcześniej malowane farby lateksowe lub akrylowe Grunt malarski pod wybraną farbę Produkt warto dobrać do systemu jednego producenta; nadmiernie gładkie powierzchnie przed gruntowaniem mogą wymagać lekkiego zmatowienia papierem ściernym.
Ściany w kuchni i łazience, miejsca narażone na wilgoć Grunt pod farby odporne na wilgoć i szorowanie Na opakowaniu często pojawia się informacja o zastosowaniu w „pomieszczeniach wilgotnych”; przy wcześniejszych zawilgoceniach konieczne bywa osobne zabezpieczenie przeciwgrzybiczne.
Plamy po nikotynie, sadzy lub intensywnych kolorach Grunt izolujący / podkład kryjący Przy mocnych przebarwieniach zwykle stosuje się 1–2 warstwy, aby ograniczyć ich „przebijanie”; niekiedy producent zaleca później konkretny typ farby nawierzchniowej.

W praktyce najbezpieczniej jest dopasować grunt do dwóch rzeczy naraz: stanu ściany i planowanej farby. Dzięki temu nowa powłoka nie tylko lepiej się trzyma, ale też zużycie farby jest mniejsze, a kolor bardziej równy, bez nieprzyjemnych prześwitów i różnic w odcieniu.

Jak przygotować ściany w szczególnych sytuacjach: świety tynk, płyty g-k, stare farby lateksowe?

Przy standardowych ścianach przygotowanie do malowania bywa dość schematyczne, ale świeży tynk, płyty g-k i stare, błyszczące farby lateksowe wymagają już szczególnego podejścia. Jeśli potraktuje się je „tak samo jak zawsze”, nowa farba może się łuszczyć, odspajać albo tworzyć brzydkie plamy. Dobry efekt to tutaj często suma kilku drobnych decyzji: od wyczekania odpowiedniego czasu schnięcia, przez właściwy grunt, aż po wybór narzędzi.

Świeży tynk (cementowo-wapienny lub gipsowy) bywa zdradliwy, bo z zewnątrz wygląda na suchy już po kilku dniach. W praktyce pełne wyschnięcie i związanie potrafi zająć od 2 do nawet 4 tygodni, w zależności od grubości warstwy i wilgotności w mieszkaniu. Malowanie zbyt wcześnie zamyka wilgoć pod farbą, co kończy się przebarwieniami i wykwitami (białe naloty). Dlatego przed malowaniem sprawdza się, czy tynk nie jest chłodny i ciemniejszy w niektórych miejscach oraz czy po przejechaniu dłonią nie pyli intensywnie. Gdy podłoże się „kurzy”, potrzebny jest grunt głęboko penetrujący, który zwiąże luźne drobinki i ujednolici chłonność tynku.

Płyty g-k (gipsowo-kartonowe), często montowane w nowych wnętrzach, mają inną specyfikę. Same kartonowe powierzchnie chłoną farbę inaczej niż zaszpachlowane spoiny, co bez odpowiedniego przygotowania kończy się tak zwanym „efektem łaty” – widać każde łączenie nawet po dwóch warstwach farby. Pomaga tu dokładne przeszlifowanie spoin drobnym papierem (np. 180–220), odpylenie oraz zastosowanie gruntu o równomiernej chłonności, a nie przypadkowej farby rozcieńczonej wodą. Przy płytach warto też zwrócić uwagę na wkręty – ich łebki powinny być całkowicie schowane w gipsie i niewyczuwalne pod dłonią, inaczej po malowaniu potrafią „wybić się” jako drobne kółeczka.

Najwięcej pytań budzą jednak stare farby lateksowe, szczególnie te błyszczące lub półmatowe. To powłoki bardzo szczelne, o małej chłonności, więc nowa warstwa może mieć na nich słabą przyczepność. Typowym objawem są „sople” i zacieki przy malowaniu wałkiem albo odchodzenie farby płatami po lekkim zarysowaniu paznokciem. Zwykle nie ma potrzeby skuwania wszystkiego do gołej ściany, ale powierzchnia powinna zostać zmatowiona (np. siatką lub papierem ściernym o gradacji 120–150), odkurzona i zagruntowana preparatem zwiększającym przyczepność. Przy bardzo śliskich farbach sprawdza się test: pasek taśmy malarskiej przyklejony i energicznie odklejony. Jeśli z farbą nic się nie dzieje, zazwyczaj wystarczy mocniejsze matowienie i dobry grunt.

Poniższa tabela zbiera najważniejsze różnice w przygotowaniu tych trzech „trudniejszych” typów podłoża. Może to pomóc zaplanować prace krok po kroku, zamiast działać na wyczucie i ryzykować poprawki po kilku miesiącach.

Rodzaj podłoża Na co zwrócić uwagę Typowe działania przed malowaniem
Świeży tynk (do ok. 4 tygodni) Wysoka wilgotność, pylenie, nierówna chłonność Odczekanie pełnego wyschnięcia, delikatne szlifowanie, grunt głęboko penetrujący ujednolicający chłonność
Starszy tynk, ale mocno pylący Dłonie brudzą się po przetarciu, farba wsiąka „plackami” Dokładne odkurzenie, ewentualne mycie, 1–2 warstwy mocnego gruntu wiążącego podłoże
Płyty g-k z widocznymi spoinami Różna faktura kartonu i gładzi, prześwitujące łączenia Dodatkowe szpachlowanie spoin, szlifowanie całości, grunt wyrównujący chłonność na całej powierzchni
Płyty g-k w nowym pomieszczeniu Świeże spoiny, miejscami wilgoć, pył po szlifowaniu Sprawdzenie suchych spoin, odpylenie (odkurzacz + wilgotna ściereczka), jeden grunt pod całość, dopiero potem farba
Stare farby lateksowe

Jak zabezpieczyć pomieszczenie i elementy wyposażenia przed malowaniem, aby uniknąć zniszczeń?

Dobre zabezpieczenie pomieszczenia przed malowaniem często pozwala zaoszczędzić więcej czasu niż samo malowanie. Zaschnięta farba na podłodze, klamkach czy kaloryferze bywa bardzo trudna do usunięcia, a w przypadku drewna lub tkanin czasem nie da się już nic uratować. Dlatego przygotowanie wnętrza opłaca się szczególnie przy większych metrażach lub gdy w pokoju stoi dużo mebli.

Na początku zwykle najlepiej wynieść z pomieszczenia wszystko, co się da. Krzesła, małe szafki, rośliny, dywany – im mniej przedmiotów zostanie, tym wygodniej i bezpieczniej przebiega praca. Większe meble, których nie da się ruszyć, można odsunąć od ścian na 60–80 cm i przykryć folią malarską o nieco grubszej gramaturze, żeby nie rwała się przy każdym dotknięciu. Podobnej ochrony wymagają podłogi. Na panele czy parkiet lepiej najpierw położyć papier malarski lub tekturę, a dopiero na to folię. Taki „kanapka” zabezpiecza przed przetarciem i przedostaniem się farby między deski.

Przydatna bywa prosta lista miejsc, o których łatwo zapomnieć, a które później potrafią mocno denerwować. Przykładowo:

  • osłonięcie listw przypodłogowych, drzwi, okien i parapetów taśmą malarską (w tym uszczelnień przy szybach i progów przy drzwiach balkonowych)
  • zabezpieczenie gniazdek, włączników, klamek i okuć taśmą lub zdjęcie ramek i wyłączenie zasilania w danym obwodzie przed demontażem
  • owinięcie kaloryferów, rur i karniszy folią oraz przyklejenie jej do ściany w newralgicznych miejscach, na przykład za żebrami grzejnika
  • przykrycie zasłon, rolet i lamp wiszących, jeśli nie ma możliwości ich zdjęcia na czas malowania
  • przygotowanie „strefy czystej” na narzędzia i farbę, na przykład stolika lub kawałka podłogi zabezpieczonego dodatkową warstwą folii

Takie drobiazgi sprawiają, że po zakończeniu prac sprzątanie zajmuje zwykle mniej niż 1–2 godziny, zamiast ciągnąć się przez cały wieczór. Dobrze dociśnięta taśma malarska ogranicza też podciekanie farby, więc mniej czasu schodzi na poprawki przy listwach czy framugach. Przy planowaniu malowania często pomaga przyjęcie zasady, że wszystko, czego nie da się łatwo umyć wodą z delikatnym detergentem, lepiej od razu osłonić lub zdemontować.

Jakie błędy przy przygotowaniu ścian do malowania zdarzają się najczęściej i jak ich uniknąć?

Najczęściej kłopoty z malowaniem nie biorą się z samej farby, tylko z pośpiechu i drobnych zaniedbań przy przygotowaniu ścian. Na początku wszystko wygląda dobrze, ale po kilku dniach pojawiają się smugi, plamy lub odpadające fragmenty. Dobra wiadomość jest taka, że większości tych problemów da się łatwo uniknąć, jeśli zwróci się uwagę na kilka konkretnych punktów.

  • Malowanie na brudną lub zakurzoną ścianę – pył z gładzi, kurz z mebli czy tłuszcz z kuchni tworzą warstwę, która działa jak separator. Farba nie ma do czego się „złapać”, więc po 2–3 miesiącach może zacząć się łuszczyć lub ścierać przy każdym dotknięciu. Pomaga dokładne odkurzenie ścian (np. odkurzaczem z miękką końcówką) i przetarcie miejsc narażonych na tłuszcz wodą z delikatnym detergentem. Dobrze, gdy ściana ma potem co najmniej godzinę, żeby całkiem wyschnąć.
  • Pomijanie gruntowania lub użycie złego gruntu – przy chłonnych podłożach (nowy tynk, gładź) bez gruntu farba schodzi jak gąbka wodę: wnika nierównomiernie, kolor robi się „łatkowany”, a wydajność spada nawet o 20–30%. Z drugiej strony zbyt mocny grunt (tzw. „szkliwienie” ściany) tworzy śliską powłokę i farba się po niej ślizga. Pomaga dobranie gruntu zalecanego przez producenta farby i zachowanie proporcji rozcieńczenia podanych na opakowaniu.
  • Malowanie na wilgotne lub zagrzybione podłoże – to klasyczny błąd przy remontach „na szybko”, zwłaszcza po zalaniu lub w łazienkach. Gdy ściana nie wyschnie do końca, po kilku tygodniach mogą wyjść zacieki, wykwity soli lub zielone i czarne punkty pleśni. W praktyce świeży tynk potrzebuje zwykle co najmniej 2–4 tygodni schnięcia (w zależności od grubości i temperatury), a miejsca z pleśnią wymagają nie tylko środka grzybobójczego, ale też usunięcia przyczyny zawilgocenia.
  • Nieprawidłowe szpachlowanie i brak szlifowania – w pośpiechu łatwo „zalać” ubytek masą szpachlową i od razu malować. Efekt jest taki, że pod światło widać każdy dołek i garb, a różnice potrafią sięgać kilku milimetrów. Pomaga nałożenie masy w 1–2 cienkich warstwach, z przerwą na wyschnięcie, a potem przeszlifowanie papierem ściernym o gradacji 120–180 i przetarcie ściany z pyłu. To właśnie ten etap najmocniej wpływa na wrażenie gładkości po malowaniu.
  • Ignorowanie starych, odspajających się powłok – zdarza się, że ktoś tylko „zdrasowuje” starą farbę w jednym miejscu i maluje całość. Jeżeli pod spodem jest słaba, kredowa lub spękana warstwa, nowa farba podniesie ją jak plaster i razem odpadną. Dlatego przy każdej ścianie przydaje się prosty test: przetarcie ręką lub suchą szmatką i sprawdzenie, czy zostaje dużo pyłu, oraz test taśmą malarską. Jeśli na odklejonej taśmie widać kawałki starej farby, konieczne jest jej mechaniczne usunięcie na większym fragmencie.

Gdy spojrzy się na te błędy razem, widać, że najczęściej problemem nie jest brak umiejętności, ale skracanie etapów przygotowania: „to tylko jeden pokój, jakoś będzie”. Tymczasem kilka dodatkowych godzin na oczyszczenie, wysuszenie, zagruntowanie i wyrównanie ścian zwykle zwraca się spokojem na lata i dużo lepszym efektem już po pierwszej warstwie farby.